Obecny czas: Wto 6:50, 23 Paź 2018

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina



Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 59 posty(ów) ]  Idź do strony Poprzednia  1, 2, 3, 4  Następna
Autor Wiadomość
 Temat postu:
Nieprzeczytany postWysłany: Wto 21:27, 27 Sty 2009 
Moderator
Moderator
Offline

Posty: 2697
Rejestracja: Śro 16:11, 23 Lut 2005
Miejscowość: z Internetu
Cookie Monster napisał(a):

Rostowski powiedział, że rząd planuje wprowadzenie specjalnej rezerwy amortyzacyjnej chroniącej najbiedniejszych przed skutkami wprowadzenia euro.


Najlepsze jest ostatnie zdanie. Czyzby rzad jednak przyznal ze po ewentualnym wprowadzeniu euro koszty zycia jednak wzrosna?


czyli z tego wynika, że rząd przyznaje, ze najbiedniejsi straca dlatego nałoży na wszystkich dodatkowe opłaty zatem wszyscy stracą, tak? hmm
ekonomistą nie jestem ale z tego co się orientuje to wolny rynek sobie zawsze radził z wahaniami walut, więc nie sądzę żeby to było szkodliwe zjawisko. jeden straci ale za to drugi zyska na kursie wymiany a za rok się sytuacja odwróci i wszyscy jakoś żyją.
od dłuższego czasu nie słyszałem też sensonwnych argumentów za wprowadzeniem euro. a pomysł, że rząd zapobiegnie podwyżkom przez kontrolowanie cen i karanie przedsiębiorców śmierdzi mi poprzednim ustrojem...


Góra
Profil
 Temat postu:
Nieprzeczytany postWysłany: Śro 11:00, 28 Sty 2009 
Bywalec
Bywalec
Offline

Posty: 246
Rejestracja: Pią 19:25, 11 Maj 2007
Popatrz na to tak. Nie wprowadzając euro wszyscy stracą więcej. Wybór jest oczywisty i tylko krótkowzroczne matoły z ciemnogrodu nie widzą w szerszym zakresie za i przeciw jak tylko to że im masło i piwo wzrośnie w monopolu.....


Góra
Profil
 Temat postu:
Nieprzeczytany postWysłany: Śro 11:03, 28 Sty 2009 
Moderator
Moderator
Offline

Posty: 2697
Rejestracja: Śro 16:11, 23 Lut 2005
Miejscowość: z Internetu
necr napisał(a):
Popatrz na to tak. Nie wprowadzając euro wszyscy stracą więcej. Wybór jest oczywisty i tylko krótkowzroczne matoły z ciemnogrodu nie widzą w szerszym zakresie za i przeciw jak tylko to że im masło i piwo wzrośnie w monopolu.....

ale na co mam spojrzeć skoro nie podano mi żadnych argumentów? mam otwarty umysł, więc przekonaj mnie.


Góra
Profil
 Temat postu:
Nieprzeczytany postWysłany: Śro 13:46, 28 Sty 2009 
Administrator
Administrator
Offline

Posty: 2493
Rejestracja: Czw 16:41, 17 Lut 2005
Miejscowość: Biłgo
Słowa Rostkowskiego są bardzo dziwne i nie wiem o co mu chodzi. Cookie jak znajdziesz gdzieś jego rozwinięcie tej wypowiedzi to chętnie poczytam.

Co do Słowacji no to cóż. Jeżeli przyjęcie euro oceniamy z perspektywy miesiąca to nie dziwmy się, że jest więcej minusów bo problemów związanych z wymianą nie da się uniknąć, można je tylko zmniejszyć.
Normalne jest też to, że niektórzy na wymianie chcą zarobić.

Cytuj:
Pojawiły się pierwsze komplikacje - pisze "Rzeczpospolita". Ludzie zaczęli się skarżyć, że nieuczciwi przedsiębiorcy zawyżają ceny po przejściu na euro. Słowacki Związek Konsumentów, który monitoruje ceny, umieścił na swojej czarnej liście kilkadziesiąt sklepów, restauracji i hoteli. Każdy z obwinionych argumentował jednak, że podwyżki były wywołane innymi przyczynami. – Nieprawda. Stacje Shella podwyższyły ceny za paliwo – twierdzą oburzeni Słowacy, przesyłając do redakcji dzienników kopie pobranych paragonów. Shell przyznał się do „technicznej” pomyłki i przeprosił

Shell podwyższył ceny to można było kupować na innej stacji, podobnie ze sklepami. Pada też argument, że w portfelach jest więcej drobnych. Nie zapominajmy, że za jednego złotego można było kupić ok. 10 koron. Na pewno więc dla nich ta zmiana jest większa i tak samą z różnicą poborów. Słowacy nagle zrozumieli, że mało zarabiają bo dostają np. 500 euro zamiast 20 000 koron? To tylko efekt psychologiczny, który dotyka głównie starszych ludzi, ale przecież u nas był podobny problem z waloryzacją złotego kilka lat temu. Ludzie też mieli wiele problemów.

Nie można też wszystkich faktów kojarzyć wyłącznie ze zmianą waluty. Po pierwsze w Polsce od dłuższego czasu obserwujemy wzrost cen mimo, że nie przyjmowaliśmy euro. Wiele podwyżek wprowadza się w życie właśnie z początkiem roku. Nie zapominajmy też, że na początku roku Słowacja przez długi okres była całkowicie odcięta od dostaw gazu. Nie rozumiem dlaczego nikt nie bierze tego pod uwagę. Czy to nie miało żadnego wpływu? W Polsce tylko przy zmniejszeniu dostaw gazu wiele zakładów musiało ograniczyć produkcje. Tam dostawy zostały odcięte zupełnie. Nie trzeba być ekspertem żeby wywnioskować, że to były ogromne dodatkowe koszty dla firm, które musiały je sobie jakoś zrekompensować. Do tego kryzys gospodarczy, który jest odczuwalny na całym świecie. W jednym kraju mniej, w drugim bardziej, ale jego skutki można dostrzec wszędzie. Ale co z tego? Wszystkiemu winne jest euro.

Tak jak napisałem w poprzednim poście nie ma sensu dyskutować nad zyskami czy stratami Słowaków na euro bo jest za wcześnie. Dwa lata temu euro przyjęła jednak Słowenia. Niestety nie znalazłem żadnego artykułu, który podsumowywałby ten okres.


Góra
Profil
 Temat postu:
Nieprzeczytany postWysłany: Czw 0:13, 29 Sty 2009 
Profesjonalista
Profesjonalista
Offline

Posty: 2456
Rejestracja: Pią 23:52, 13 Maj 2005
Miejscowość: Tewkesbury
Primek napisał(a):
Cookie Monster napisał(a):

Rostowski powiedział, że rząd planuje wprowadzenie specjalnej rezerwy amortyzacyjnej chroniącej najbiedniejszych przed skutkami wprowadzenia euro.


Najlepsze jest ostatnie zdanie. Czyzby rzad jednak przyznal ze po ewentualnym wprowadzeniu euro koszty zycia jednak wzrosna?


czyli z tego wynika, że rząd przyznaje, ze najbiedniejsi straca dlatego nałoży na wszystkich dodatkowe opłaty zatem wszyscy stracą, tak? hmm
ekonomistą nie jestem ale z tego co się orientuje to wolny rynek sobie zawsze radził z wahaniami walut, więc nie sądzę żeby to było szkodliwe zjawisko. jeden straci ale za to drugi zyska na kursie wymiany a za rok się sytuacja odwróci i wszyscy jakoś żyją.

Takze nie jestem ekonomista, ale troszke inaczej to widze .
Przeczytalem swego czasu u Gwiazdowskiego na blogu takie zdajnie (cytat niedokladny, z pamieci) - ''nie wazne kiedy przyjmiemy euro, wazne po jakim kursie bedzie wymiana''. Zgadzam sie z tym co piszesz tylko niestety ten przyklad nie odnosi sie do tej sytuacji poniewaz wahanie walut wystapi tutaj tylko raz.
Przyklad.
''Dzisiaj'' kurs euro to 5zl, bochenek chleba kosztuje 5 zl (1 euro), ale ''jutro'' euro bedzie kosztowalo juz 6 zl, chleb wciaz 5 zl .Wiec jesli wymiana zostanie przeprowadzona ''jutro'' to wszyscy obywatele dstana po kieszenie . Oczywiscie wszyscy obywatele zyskaja gdy kurs wymiany bedzie z ''dzisiaj''. Jednak jesli rzad zamierza tworzyc fundusze pomocowe to jakos nie chce mi sie wierzyc ze opcja ''dzisiaj'' bedzie zrealizowana

necr napisał(a):
Popatrz na to tak. Nie wprowadzając euro wszyscy stracą więcej. Wybór jest oczywisty i tylko krótkowzroczne matoły z ciemnogrodu nie widzą w szerszym zakresie za i przeciw jak tylko to że im masło i piwo wzrośnie w monopolu.....

Mam dwa pytania, moze tym razem zechcesz odpowiedziec
Dlaczego nie wprowadzajac euro wszyscy straca?
Kto to jest krotkowzroczny matol z ciemnogrodu? Prosze jakos zdefiniowac to pojecie, chcialbym miec jasnosc gdyz nie za bardzo wiem jak mam sie do tego odniesc.

Primek napisał(a):
ale na co mam spojrzeć skoro nie podano mi żadnych argumentów? mam otwarty umysł, więc przekonaj mnie.

Necr tego nie zrobi. Jak pewnie zauwazyles jego argumentacja konczy sie na ciemnogrodzie i Tadku R.

Flower napisał(a):
Słowa Rostkowskiego są bardzo dziwne i nie wiem o co mu chodzi. Cookie jak znajdziesz gdzieś jego rozwinięcie tej wypowiedzi to chętnie poczytam.

Jak cos znajde to wkleje


Góra
Profil
 Temat postu:
Nieprzeczytany postWysłany: Nie 0:17, 08 Lut 2009 
Profesjonalista
Profesjonalista
Offline

Posty: 2456
Rejestracja: Pią 23:52, 13 Maj 2005
Miejscowość: Tewkesbury
POjawily sie pierwsze spekulacje co do tego po ile bedzie wymieniana zlotowka na euro

(...)
Kluczowy jest jednak kurs, po jakim zostanie ostatecznie przeliczony złoty na euro. Określi on na dziesięciolecia, na jak dużo będzie nas stać we wspólnej Europie i jak konkurencyjna będzie w niej polska gospodarka. W przeszłości państwa, które przystępowały do ERM2, wiązały swoje waluty z euro po kursie zbliżonym do aktualnych notowań rynkowych.

Czy zatem euro będzie na stałe warte ok. 4,5 złotego? Ludwik Kotecki odmawia odpowiedzi, jaki konkretnie parytet zaproponuje w rozmowach z EBC. Ale przyznaje, że „z punktu widzenia gospodarki obecny kurs jest korzystny”. Dlaczego? "Inflacja spada, więc jedynym problemem jest podtrzymanie wzrostu gospodarczego. A temu ten kurs służy" - tłumaczy. Jego zdaniem, „wejście w obecnych warunkach do ERM2 samo z siebie mogłoby zniechęcać do ataku spekulacyjnego” na naszą walutę.
(...)

Caly artykul na dziennik.pl

Jesli sprawdza sie te prognozy to w Polsce beda sami bogacze :D


Góra
Profil
 Temat postu:
Nieprzeczytany postWysłany: Pon 20:39, 16 Lut 2009 
Administrator
Administrator
Offline

Posty: 2493
Rejestracja: Czw 16:41, 17 Lut 2005
Miejscowość: Biłgo
To co się dzieje teraz ze złotym to jakaś paranoja. A Słowacy przyjeżdżają do nas jak bogaci turyści z zachodu...


Góra
Profil
 Temat postu:
Nieprzeczytany postWysłany: Pon 21:37, 16 Lut 2009 
Profesjonalista
Profesjonalista
Offline

Posty: 2456
Rejestracja: Pią 23:52, 13 Maj 2005
Miejscowość: Tewkesbury
Powinienes sie cieszyc, zostawiaja tutaj pieniadze


Góra
Profil
 Temat postu:
Nieprzeczytany postWysłany: Wto 13:02, 17 Lut 2009 
Administrator
Administrator
Offline

Posty: 2493
Rejestracja: Czw 16:41, 17 Lut 2005
Miejscowość: Biłgo
Mnie nie zostawiają, a gdybym chciał pojechać na wakacje za granicę to pewnie będę musiał zapłacić prawie dwa razy więcej niż w zeszłym roku... O tanim zakupie sprzętu też można zapomnieć...


Cytuj:
Od 1 marca ceny mieszkań znów będą podawane w euro! Na ten krok zdecydował się potentat na rynku mieszkaniowym - J.W. Construction Holding - dowiedziała się "Gazeta"

http://gospodarka.gazeta.pl/Gielda/1,85 ... _euro.html


Góra
Profil
 Temat postu:
Nieprzeczytany postWysłany: Wto 22:22, 17 Lut 2009 
Profesjonalista
Profesjonalista
Offline

Posty: 2456
Rejestracja: Pią 23:52, 13 Maj 2005
Miejscowość: Tewkesbury
Tobie moze nie, ale ewidentnie w ten sposob tworza miejsca pracy. Tutaj kolejny przyklad.

J.W. Construction Holding - Flower, przeciez ten facet gada od rzeczy. Ceny mieszkan wszedzie spadaja a on wbrew rynkowi postanowil je podniesc. Jak myslisz ilu nabywcow, jesli euro wciaz bedzie roslo, znajda mieszkania ktore buduje J.W. Construction Holding? Tutaj przeczytasz kilka slow na temat sytuacji deweloperow w Polszy


Góra
Profil
 Temat postu:
Nieprzeczytany postWysłany: Wto 23:56, 17 Lut 2009 
Moderator
Moderator
Offline

Posty: 2697
Rejestracja: Śro 16:11, 23 Lut 2005
Miejscowość: z Internetu
Flower napisał(a):
Mnie nie zostawiają

To jest dość ciekawa postawa wsród Polaków. Wprowadzimy euro - będzie dobrze nam wszystkim bo ja tak mysle, na wachaniach kursów bezpośrednio zarabiają niektórzy - ja nie, więc jest źle. Czesi zostawiają pieniądze u nas zamiast w Czechach czyli nasz gospodarka zyskuje a ich traci


Góra
Profil
 Temat postu:
Nieprzeczytany postWysłany: Śro 2:29, 18 Lut 2009 
Administrator
Administrator
Offline

Posty: 2493
Rejestracja: Czw 16:41, 17 Lut 2005
Miejscowość: Biłgo
OK ceny idą w dół bo jest bardzo mały popyt, ale jeśli największy polski deweloper je podwyższa to niewykluczone, że ta tendencja się odwróci. Deweloperzy mieli do tej pory dużą przebitkę, więc mieli z czego zejść, ale nikt nie będzie sprzedawał poniżej kosztów.

Hhmm dzwię się, że sukces sklepikarzy w przygranicznych miejscowościach cieszy Was na tyle, że nie zauważacie szeregu innych negatywnych skutków drastycznego spadku kursu złotego.

Cytuj:
Słaby złoty wykrwawia gospodarkę
Spadająca złotówka dewastuje polską gospodarkę. Straty liczone są już w miliardach złotych i w żaden sposób nie rekompensują ich większe zyski naszych eksporterów.
Niski kurs naszej waluty osiągnął już poziom, który zagraża fundamentom polskiej gospodarki. Na rynku pojawiają się zachowania, które jeszcze całkiem niedawno wydawały się niemożliwe. J.W. Construction, największy polski deweloper, rezygnuje z podawania cen w złotych – przechodzi na euro. Podobnie zachowuje się coraz więcej importerów sprzedających swoje towary innym firmom. Przebąkuje się o podobnych zamierzeniach sprzedawców samochodów. Złoty dla wielu przestał być walutą budzącą zaufanie i każde kolejne jego osłabienie wpędza gospodarkę w coraz większe tarapaty:

1. Polska jest krajem, który nie może żyć bez importu. I nie chodzi tu nawet o samochody i luksusowe produkty. Za euro i dolary kupujemy między innymi paliwo i gaz. Kiedy cały świat cieszy się ze spadających cen ropy, my na stacjach płacimy za nią coraz więcej. To z kolei nie tylko obciąża budżety domowe, ale również firm. Transport drożeje, co z kolei wpływa na rentowność polskich firm. Najbardziej tych, w których transport stanowi istotną część kosztów.

2. Rosną raty większości kredytów hipotecznych udzielonych we frankach lub w euro. Dziesiątki tysięcy polskich rodzin na ich obsługę wydaje coraz więcej. Przez to z kolei zmniejsza się pula środków przeznaczona na konsumpcję. Spada więc popyt wewnętrzny, na czym znowu cierpią głównie polskie firmy.

3. Mniejsza sprzedaż z kolei, to mniejsze zyski firmy i mniejsze podatki. Pogłębiają się problemy budżetu. Dodatkowo rosną koszty obsługi naszego długu zagranicznego. Polsce też coraz trudniej jest pozyskać finansowanie na rynkach zagranicznych. Nasze obligacje muszą być wyżej oprocentowane niż do tej pory – inaczej nikt ich nie kupi.

4. Spora część polskich firm, głównie do niedawna prężnych i dobrze zarządzanych, traci miliony na instrumentach finansowych powiązanych z walutami zagranicznymi. I nie chodzi tu wyłącznie o głośne opcje i swapy walutowe. Zdecydowanie częściej od opcji firmy finansowały rozwój za pomocą kredytów inwestycyjnych we frankach lub w euro. Teraz koszty ich obsługi stają się zabójcze.

5. Spada wycena polskich firm liczona w euro lub dolarach. Przez to stają się bardziej atrakcyjne dla zagranicznych inwestorów. Równocześnie zagraniczne firmy drożeją dla polskich prężnych firm. Ambitne plany Lotosu, Olenu czy Comarchu o zagranicznych akwizycjach stają się problematyczne.

6. Spadający złoty pogłębia spadki na naszej giełdzie. Tracą na tym więcej nawet nie indywidualni inwestorzy giełdowi i zagraniczne instytucje finansowe, ale głównie polskie fundusze inwestycyjne, emerytalne i firmy ubezpieczeniowe. W efekcie miliony złotych wyparowały już z dziesiątków tysięcy rachunków osób, które oszczędzają na posag dla dziecka, emeryturę lub dowolnie inny cel.

7. Coraz niższy kurs naszej waluty utrzymuje inflację na wyższym od oczekiwanego poziomie. W efekcie NBP ma związane ręce. Nie może obniżyć więcej stóp procentowych, a więc nie może walczyć efektownie z wysokim kosztem pieniądza na rynku międzybankowym. A to w konsekwencji hamuje i tak już bardzo słabą akcję kredytową.

Powyższe przejawy złego oddziaływania słabego złotego na naszą gospodarkę można jeszcze długo rozwijać. Przy takich, jak teraz wycenach złotego, banki zaczynają mieć poważne problemy, ich odpisy na potencjalne straty rosną z dnia na dzień, rośnie ryzyko na rynku, a więc i koszt kredytu. Inwestowanie w najnowsze rozwiązania technologiczne czy proekologiczne staje się bardzo trudne, bo kosztowne itd. Wszystko to niepokojąco zaczyna przypominać kryzys azjatycki z 1997 roku. Przesada? Analitycy jeszcze kilka miesięcy temu pisali, że kurs 4,1 zł za euro to linia oporu, której nasza waluta nie przekroczy. Dwa dni temu mówili o niemożliwości przekroczenia 5 zł za euro. Dynamika wydarzeń jest ogromna. Ryzyko czarnych scenariuszy bardzo wzrosło i udawanie, że będzie jak dawniej nic nie da. Tym bardziej, że niestety Skrzypek ma rację. Teraz do eurolandu szybko nie wejdziemy. Najlepszą chwilę przespaliśmy i… strasznie za to odpokutujemy.

http://stockwatch.blox.pl/2009/02/Slaby ... darke.html


Góra
Profil
 Temat postu:
Nieprzeczytany postWysłany: Śro 6:41, 18 Lut 2009 
Profesjonalista
Profesjonalista
Offline

Posty: 2456
Rejestracja: Pią 23:52, 13 Maj 2005
Miejscowość: Tewkesbury
O taniejącej złotówce, spekulantach walutowych i zaletach kryzysu z dr. Robertem Gwiazdowskim rozmawia Jacek Dziedzina

Jacek Dziedzina: Sprzedał Pan już wszystkie swoje euro czy jeszcze czeka na wyższy kurs?
Dr Robert Gwiazdowski: – Gdybym miał jakieś euro, to sprzedałbym je już dawno, a teraz liczyłbym straty. I martwiłbym się brakiem zysku oraz wyrzucał sobie, że przecież mogłem jeszcze poczekać.

Czyli nie należałby Pan do tych, którzy teraz zacierają ręce.
– Nie, ale proszę zwrócić uwagę, że rok temu to ci, którzy zwlekali ze sprzedażą w nadziei na lepszy kurs, obudzili się potem z ręką w nocniku.

Polski złoty nagle stał się najszybciej taniejącą walutą na świecie. Dużo szybciej niż waluty krajów, gdzie ryzyko walutowe jest większe – Meksyku czy Brazylii. Jak to możliwe?
– Firmy hedgingowe (czyli fundusze wysokiego ryzyka – J.Dz.) gwałtownie poszukują rzeczy, na których mogą zarobić. Stąd różnego rodzaju manipulacje. Im bardziej rozchwiany rynek, tym lepiej dla firm hedgingowych. Skoro nie da się zarabiać na ropie naftowej, której rynek został rozchwiany przez firmy hedgingowe w II kwartale ubiegłego roku, poszukują innych możliwości. I na przykład waluty są takim celem dla spekulantów. Na szczęście nie jesteśmy w ERM II (system, który jest „poczekalnią” dla kandydatów do strefy euro, ma na celu ograniczenie wahań walut – J.Dz.). Dlatego NBP nie musi bronić kursu złotego. Gdybyśmy byli już w ERM II, jak tego bardzo chcieli premier i jego minister finansów, to by się okazało, że NBP musi bronić kursu złotego.

Dlaczego akurat teraz polska waluta okazała się tak łakomym kąskiem dla spekulantów?
– Bo nie mają innych. A dobrym kąskiem stała się złotówka.

Ekonomiści używają zwrotu „przyszła pora” na waluty Europy Centralnej. To tak działa zawsze, że na kogoś pada los w spekulacjach finansowych?
– Przez lata słabł dolar. Wszyscy się zastanawiali, gdzie jest dno. Cena dolara w wysokości 2 zł była nieuzasadniona absolutnie niczym. W związku z tym dzisiaj cena 3,50 zł jest również nieuzasadniona! Ale gospodarka światowa jest tyglem. Każdy w tym tyglu ciągnie w swoją stronę jak może. Jedni zarabiają, drudzy tracą. Dzisiaj polscy importerzy strasznie narzekają na kurs euro i dolara, ale polscy eksporterzy zacierają ręce. Polska branża turystyczna aż kwiczy z radości, że euro jest po 4,50, a nie po 3,50 zł.

Kwiczą też z radości banki, których klienci spłacają we frankach kredyty.
– I na tym polega bogactwo zdarzeń gospodarczych na świecie.

Ale tylko do czasu, gdy mamy do czynienia ze zwykłą spekulacją, naturalną na rynku: chcę jak najtaniej kupić i jak najdrożej sprzedać. A więc każdy jest spekulantem. Problem jednak zaczyna się, gdy mamy do czynienia z manipulacją. Czy to jest tak, że spekulanci z Nowego Jorku, Londynu czy Tokio zakładają się, na ile można osłabić polską walutę i uruchamiają cały mechanizm?
– Tak, to może właśnie tak wyglądać. Proszę zwrócić uwagę, że to dziwne zachowanie się złotówki przybrało na sile w momencie, kiedy nasz rząd wziął się za wprowadzanie euro. Wejście Polski do mechanizmu ERM II w momencie takiego kryzysu finansowego oznacza obowiązek Banku Narodowego bronienia kursu. George Soros, gdy w latach 90. zaatakował funta brytyjskiego, założył, że brytyjski bank centralny będzie tego funta bronił. Bank, owszem, bronił funta przez kilka tygodni, po czym poddał się, a Soros zarobił mnóstwo pieniędzy. Gdyby bank centralny nie bronił funta, to Soros by tracił. Gdybyśmy weszli do ERM II, to byśmy musieli bronić kursu złotówki, w związku z powyższym atak na złotówkę nie byłby obarczony żadnym ryzykiem!

I naprawdę jeden Soros czy inny spekulant może wywołać taki popłoch na rynkach?
– To nie jest tak. Świat to chaos. Każdy ciągnie w swoją stronę. A czasem trzeba jeszcze zablefować, żeby zwiększyć prawdopodobieństwo swojej własnej wygranej. Więc każdy chce coś zarobić. Na rynkach finansowych jesteśmy w stanie zarobić, manipulując psychiką ludzką. Na giełdzie tak właśnie się dzieje. Może się też zdarzyć, że jeden fundusz hedgingowy gra na osłabienie, a drugi na wzmocnienie. I to, co my widzimy, to pewna pochodna tych setek milionów różnych nieprzewidywalnych zdarzeń. Każdy chce się jakoś znaleźć na tym rynku. Niezależnie, czy zarabia na handlu pietruszką, czy na walutach. Hodowca drobiu był zachwycony informacjami o pryszczycy albo o chorobie wściekłych krów. Natomiast gdy się okazało, że mamy ptasią grypę, to zaczęli ręce zacierać farmerzy hodujący te wściekłe krowy. I ten mechanizm działa zawsze i wszędzie. Nie tylko na rynku mięsa wołowego czy drobiowego, ale także na rynku kursów walutowych.

Nie jest Pan zwolennikiem szybkiego wejścia do strefy euro w obecnej sytuacji?
– Nie powinniśmy spieszyć się do strefy euro, bo warunkiem jest wcześniejsze przystąpienie do ERM II i przyjęcie na siebie obowiązku bronienia złotego. Ja twierdzę, że w sytuacji takiej, jaka jest na rynkach międzynarodowych dzisiaj, próba obrony złotego zakończy się taka samą klapą, jaką skończyła się obrona funta.

Rosjanie też wydali 160 mld dolarów na obronę rubla – bez skutku.
– Ależ oczywiście. Tak samo jak nie jestem zwolennikiem bronienia kursu kartofla, tak samo nie jestem zwolennikiem bronienia kursu waluty.

Tylko że na spekulacjach walutowych traci więcej podmiotów niż w przypadku kartofli.
– Na tym polega urok kapitalizmu. To, że w kapitalizmie bankrutują pewne firmy, to nie jest wada kapitalizmu. To jest jego zaleta.

Ale bankrut bankrutowi nierówny. Jak zbankrutuje kiosk z kosmetykami, to nieszczęście obejmuje małe grono zainteresowanych. Gdy bankrutuje bank, pociąga za sobą falę upadków innych podmiotów.
– Ale jednocześnie pojawia się ktoś, kto zarobił na spekulacjach walutowych, otwiera nowy bank albo przejmuje aktywa banku, który zbankrutował.

I naraża się na skuteczne kombinowanie innych spekulantów.
– Oczywiście. Dopóki wygrywa, to pcha swoją własną gospodarkę, a przez to krajową i światową, do przodu. A jak przegra, pojawia się ktoś następny. Na tym polega charakter stosunków gospodarczych.
Czy można powiedzieć, że ubiegłoroczny krach na Wall Street popchał światową gospodarkę do przodu?

Wszyscy mówią raczej o realnym kryzysie.
– A ja znam takich, którzy na tym krachu dobrze zarobili.

Dobrze, ale to jednostki, a masy tracą, bezrobocie rośnie...
– Straty ponieśli ci, którzy w ostatnim okresie boomu postanowili zagrać w ruletkę i kupić akcje, bo ktoś im tak podpowiedział, że to się opłaca.

Z tego, co Pan mówi, wynika, że kapitalizm to jakaś elitarna gierka dla wybranych. A przecież nie każdy ma obowiązek być przedsiębiorczym i odnajdywać się w świecie spekulacji i zakładów.
– Wyjaśnijmy jedną rzecz: my mówimy o rynku walutowym, który jest jakimś fragmentem kapitalizmu. Tym żyją media, bo to jest temat sexy. W telewizji słyszymy ciągle: Wall Street, miliardy dolarów… dokładnie jak u Carringtonów. A nikt jakoś nie interesuje się facetem, który albo otworzył, albo zamknął kiosk Ruchu. Wszyscy mówią o bankructwie General Motors, a nikt nie mówi o tym, że zaczęło się lepiej powodzić niektórym blacharzom. Ludzie postanowili nie kupować nowych samochodów, tylko wyklepać stare. Świat gospodarki to nie jest tylko Wall Street. Ludzie lubią oglądać w telewizji seriale o wielkim biznesie, tzw. high life. Natomiast prawdziwy kapitalizm wykuwa się na bazarku – u pana, u mnie. Tam są prawdziwi kapitaliści i przedsiębiorcy. To oni tworzą większość PKB i większość nowych miejsc pracy.

A jak się Panu podoba sposób, w jaki nasz rząd szuka oszczędności? W ciągu kilku dni miało się znaleźć prawie 20 mld zł.
– Śmieję się, bo rząd ogłosił sukces, że te pieniądze znalazł. Tylko że najpierw zaplanował, że wyda 320 mld, a potem z zadowoleniem odtrąbił, że oszczędził 20 mld. Jakby rząd sobie zaplanował 420 mld zł wydatków, to by teraz łatwo było mu powiedzieć, że zaoszczędził 120 mld zł.

Podobno w ubiegłym roku było już wiadomo, że przypływów z podatków będzie mniej. Jak to możliwe, by nie wziąć pod uwagę tej wiedzy w planowaniu budżetu?
– To powinno być wiadome we wrześniu. Jeśli ktoś się zdziwił w grudniu, że są mniejsze wpływy, to ja się dziwię, że on się dziwi. Poza tym istnieje taka teza, że suma zdarzeń mikro nie przekłada się na makro. Ja tę tezę zwalczam jak można. Nie istnieje bowiem makroekonomia bez mikroekonomii. Nie możemy patrzeć tylko z perspektywy makro. A tak, niestety, na naszą gospodarkę patrzą wszyscy ministrowie finansów od 1989 roku. Natomiast nie ma spojrzenia z perspektywy małej przedsiębiorczości. Na forum ekonomicznym w Krynicy we wrześniu tłumy poszły na panel, podczas którego prof. Balcerowicz spierał się z prof. Phelpsem na temat liberalizmu. Natomiast nikt nie opisał polskich przedsiębiorców, którzy na jednym z paneli w Krynicy opowiadali, jak przejęli konkurencję w Niemczech. Mamy w Polsce faceta, który w czasach stanu wojennego zaczął w garażu produkować kołki rozporowe, a w ubiegłym roku przejął konkurencję brytyjską, która w latach 60. opatentowała ten produkt. Ja mam dzisiaj klienta, jedną z firm dystrybuujących kosmetyki, i oni się mnie pytają: „Jaki kryzys? My rozbudowujemy sieć”. Największym nieszczęściem patrzenia na gospodarkę jest patrzenie przez pryzmat tego, co się dzieje na Wall Street, w sektorze finansowym.

Czy chce Pan w takim razie powiedzieć, że rząd poddaje się nieracjonalnej panice i stosuje nerwowe ruchy w reakcji na kryzys, który nie istnieje?
– Rząd stosuje paniczne ruchy w reakcji na kryzys rynków finansowych. Natomiast w ogóle nie zajmuje się tym, czym powinien, czyli sytuacją przedsiębiorców. Jednak nie tych, za którymi lobbują różne potężne instytucje.

Jednocześnie sporo inwestycji jest planowanych na ten rok, także jakby pod prąd „wielkiego krachu”.
– Firmy postanowiły inwestować, bo są święcie przekonane, że kryzys to najlepszy moment do pokonywania konkurencji, do budowania swojej pozycji.

Chce Pan w ten sposób odpowiedzieć na pytanie, dlaczego jest tak dobrze, skoro jest tak źle?
– Dokładnie, bo to najlepsi wykorzystują kryzys do budowania swojej pozycji rynkowej. Coca-Cola wyrosła w Wielkim Kryzysie. Życie jest przebogate. Jedni tracą, drudzy zyskują. Najwięksi filantropi i jednocześnie najwięksi inwestorzy bankrutowali kilka razy w życiu. Padłeś? Powstań i walcz! •


za: Polsko-Amerykanska Fundacja Edukacji i Rozwoju Ekonomicznego

Do zamieszczonego przez Ciebie tekstu postaram sie odniesc wieczorem


Góra
Profil
 Temat postu:
Nieprzeczytany postWysłany: Śro 14:38, 18 Lut 2009 
Administrator
Administrator
Offline

Posty: 2493
Rejestracja: Czw 16:41, 17 Lut 2005
Miejscowość: Biłgo
Oczywiście przy obecnym wahaniu kursowym NBP będzie miał utrudnione zadanie przy "bronieniu kursu", ale czytałemy chyba wczoraj że być może w związku z kryzysem NBP będzie mógł liczyć na pomoc Europejskiego Banku Centralnego w tej kwestii. Poza tym jak Słowacja była w strefie ERM II to dwu czy trzykrotnie przeprowadzała waloryzację kursu.


Góra
Profil
 Temat postu:
Nieprzeczytany postWysłany: Czw 23:28, 19 Lut 2009 
Profesjonalista
Profesjonalista
Offline

Posty: 2456
Rejestracja: Pią 23:52, 13 Maj 2005
Miejscowość: Tewkesbury
Flower napisał(a):
Mnie nie zostawiają, a gdybym chciał pojechać na wakacje za granicę to pewnie będę musiał zapłacić prawie dwa razy więcej niż w zeszłym roku... O tanim zakupie sprzętu też można zapomnieć...

Jak myslisz Flower dlaczego tak niewiele osob przyjezdzalo do Polski na wakacje?

Flower napisał(a):
OK ceny idą w dół bo jest bardzo mały popyt, ale jeśli największy polski deweloper je podwyższa to niewykluczone, że ta tendencja się odwróci. Deweloperzy mieli do tej pory dużą przebitkę, więc mieli z czego zejść, ale nikt nie będzie sprzedawał poniżej kosztów.

To co piszesz to wrozenie z fusow.
Chiny (jak czytalem dzis w pracy we Wproscie) stoja, Amerykanie wyprzedaja mieszkania za grosze, w UK obnizki na maxa, ale tylko Polska gospodarka wyjdzie bardzo szybko z zamieszania obronna reka. Flower LITOSCI :!: :!: :!: :!: :!:. Dla mnie koles liczy na to ze nie sprzeda tych mieszkan, bedzie w dolku i bedzie mogl wystapic o pomoc rzadowa.
Image
Image
Image
A ze nie sprzeda to jestem pewien na 200%.

Flower napisał(a):
Hhmm dzwię się, że sukces sklepikarzy w przygranicznych miejscowościach cieszy Was na tyle, że nie zauważacie szeregu innych negatywnych skutków drastycznego spadku kursu złotego.

Jaki dramatyczny spadek? Przeciez to jest powrot do kursu zlotego sprzed kilku lat. Jakos nie przypominam sobie paniki gdy funt byl po piec zloty.
A czemu mam sie nie cieszyc ze komus sie uklada? Tutaj kolejny przyklad ze w czasie slabej zlotowki mozna zarobic.

Cytuj:
Słaby złoty wykrwawia gospodarkę
Spadająca złotówka dewastuje polską gospodarkę. Straty liczone są już w miliardach złotych i w żaden sposób nie rekompensują ich większe zyski naszych eksporterów.

Czemu dewastuje? We Wproscie czytalem ze polscy przedsiebiorcy ktorzy do tej pory produkowali w Chinach przenosza produkcje do Polski. W Polish Express (polski tygodnik wydawany w UK) znalazlem krotkie info o strajk pracownikow (nazwy zakladu nie pamietam) poniewaz szefowie ze wzgledu na kryzys chca preniesc produkcje do Polski. Kolejna infomacja o tej samej tresci dotyczyla Wloch.
Cytuj:
Niski kurs naszej waluty osiągnął już poziom, który zagraża fundamentom polskiej gospodarki. Na rynku pojawiają się zachowania, które jeszcze całkiem niedawno wydawały się niemożliwe. J.W. Construction, największy polski deweloper, rezygnuje z podawania cen w złotych – przechodzi na euro. Podobnie zachowuje się coraz więcej importerów sprzedających swoje towary innym firmom. Przebąkuje się o podobnych zamierzeniach sprzedawców samochodów. Złoty dla wielu przestał być walutą budzącą zaufanie i każde kolejne jego osłabienie wpędza gospodarkę w coraz większe tarapaty:

Poza rynkiem pierwotnym jest rynek wtorny, nikt rozsadny nie bedzie kupowal miszkania ktorego cena rosnie w czasie gdy moze kupic mieszkanko ''przechodzone'' za duzo mniejsza cene. To samo dotyczy samochodow. Nowe sa drogie, kupimy uzywany.

Cytuj:
1. Polska jest krajem, który nie może żyć bez importu. I nie chodzi tu nawet o samochody i luksusowe produkty. Za euro i dolary kupujemy między innymi paliwo i gaz. Kiedy cały świat cieszy się ze spadających cen ropy, my na stacjach płacimy za nią coraz więcej. To z kolei nie tylko obciąża budżety domowe, ale również firm. Transport drożeje, co z kolei wpływa na rentowność polskich firm. Najbardziej tych, w których transport stanowi istotną część kosztów.

Zgadza sie, tylko gdy zloty byl mocny to cena paliw takze byla badzo duza. Koles zapomina takze kto ma najwiekszy wplyw w Polsce na cene paliw (gdzies na forum jest fajny wykresik co wchodzi w sklad ceny benzyny - niestety nie moge go znalezc.

Cytuj:
2. Rosną raty większości kredytów hipotecznych udzielonych we frankach lub w euro. Dziesiątki tysięcy polskich rodzin na ich obsługę wydaje coraz więcej. Przez to z kolei zmniejsza się pula środków przeznaczona na konsumpcję. Spada więc popyt wewnętrzny, na czym znowu cierpią głównie polskie firmy.

Ok, to jest ryzyko, gdyby wczesniej brali kredyt w zlotym to by placili wie ej, wzieli we frankach bo byl tanszy. Teraz sie wszystko odwrocilo. Rynek, nic wiecej. Po za tym jesli bedzie euro to nic to nie zmieni gdyz kredyty bedzie mozna wziasc w jenach, frankach, funtach ... Czy facet sadzi ze wtedy wachan kursowych nie bedzie?
Cytuj:
3. Mniejsza sprzedaż z kolei, to mniejsze zyski firmy i mniejsze podatki. Pogłębiają się problemy budżetu. Dodatkowo rosną koszty obsługi naszego długu zagranicznego. Polsce też coraz trudniej jest pozyskać finansowanie na rynkach zagranicznych. Nasze obligacje muszą być wyżej oprocentowane niż do tej pory – inaczej nikt ich nie kupi.

Ciekawa perspektywa. Jest do bani ale koles narzeka ze nie bedzie mozna zadluzac sie jeszcze bardziej. Flower pomysl, masz dlugi, co robisz, dalej pozyczasz i zyjesz ponad stan ( w przypadku roznych panstw zycie ponad stan to rozdawnictwo, dofinansowanie rznych instytucji, bankow) czy tez moze bedziesz cial koszty, oszczedzal?

Cytuj:
4. Spora część polskich firm, głównie do niedawna prężnych i dobrze zarządzanych, traci miliony na instrumentach finansowych powiązanych z walutami zagranicznymi. I nie chodzi tu wyłącznie o głośne opcje i swapy walutowe. Zdecydowanie częściej od opcji firmy finansowały rozwój za pomocą kredytów inwestycyjnych we frankach lub w euro. Teraz koszty ich obsługi stają się zabójcze.

Mogli wziasc kredyty w zlotych, nikt ich nie zmuszal do euro. Po za tym, tak jak juz pytalem w punkcie drugim, czy euro sprawi ze znikna wachania kursowe?

Cytuj:
5. Spada wycena polskich firm liczona w euro lub dolarach. Przez to stają się bardziej atrakcyjne dla zagranicznych inwestorów. Równocześnie zagraniczne firmy drożeją dla polskich prężnych firm. Ambitne plany Lotosu, Olenu czy Comarchu o zagranicznych akwizycjach stają się problematyczne.

Ale rosnie wycena w polskich zlotowkach. Czy to ze jakach zagraniczna firma kupi firme polska jest czyms zlym? Pytam, gdyz odnosze wrazenie ze autor wlasnie tak mysli. Polskie firmy tylko dla Polakow, ale pieniadz juz narodowy byc nie moze?
Wartosc zachodnich firm w czasie kryzysu takze maleje wobec czego z tym inwestowaniem wcale nie musi byc az tak zle.

Cytuj:
6. Spadający złoty pogłębia spadki na naszej giełdzie. Tracą na tym więcej nawet nie indywidualni inwestorzy giełdowi i zagraniczne instytucje finansowe, ale głównie polskie fundusze inwestycyjne, emerytalne i firmy ubezpieczeniowe. W efekcie miliony złotych wyparowały już z dziesiątków tysięcy rachunków osób, które oszczędzają na posag dla dziecka, emeryturę lub dowolnie inny cel.

OK, tylko kto ma ponosic odpowiedzialnosc za nie trafione inwestycje menadzerow oraz ludzi ktorzy powierzyli im swoje pieniadze?
Cytuj:
7. Coraz niższy kurs naszej waluty utrzymuje inflację na wyższym od oczekiwanego poziomie. W efekcie NBP ma związane ręce. Nie może obniżyć więcej stóp procentowych, a więc nie może walczyć efektownie z wysokim kosztem pieniądza na rynku międzybankowym. A to w konsekwencji hamuje i tak już bardzo słabą akcję kredytową.

Tutaj sie nie wypowiem gdyz najzwyczajniej w swiecie nie wiem

Cytuj:
Powyższe przejawy złego oddziaływania słabego złotego na naszą gospodarkę można jeszcze długo rozwijać. Przy takich, jak teraz wycenach złotego, banki zaczynają mieć poważne problemy, ich odpisy na potencjalne straty rosną z dnia na dzień, rośnie ryzyko na rynku, a więc i koszt kredytu. Inwestowanie w najnowsze rozwiązania technologiczne czy proekologiczne staje się bardzo trudne, bo kosztowne itd. Wszystko to niepokojąco zaczyna przypominać kryzys azjatycki z 1997 roku. Przesada? Analitycy jeszcze kilka miesięcy temu pisali, że kurs 4,1 zł za euro to linia oporu, której nasza waluta nie przekroczy. Dwa dni temu mówili o niemożliwości przekroczenia 5 zł za euro. Dynamika wydarzeń jest ogromna. Ryzyko czarnych scenariuszy bardzo wzrosło i udawanie, że będzie jak dawniej nic nie da. Tym bardziej, że niestety Skrzypek ma rację. Teraz do eurolandu szybko nie wejdziemy. Najlepszą chwilę przespaliśmy i… strasznie za to odpokutujemy.

http://stockwatch.blox.pl/2009/02/Slaby ... darke.html[/quote]

Czy ktos pamieta funta po 7,5 zl? Jakos tragedii nie bylo. Problemem nie jest kurs zlotego a przetatyzowana gospodarka, ale tego komentator laskawie nie raczyl zauwazyc


Góra
Profil
Wyświetl posty z poprzednich:  Sortuj według  
Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 59 posty(ów) ]  Idź do strony Poprzednia  1, 2, 3, 4  Następna

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 1 gość

Szukaj:
Skocz do:  


Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Template created by Sharky from support phpBB BoardBB.pl